Oswajanie Sea Towers czyli kolacja w The Towers.

IMG_2242

Problem z Sea Towers jest taki, że nie wiadomo czy są ładne, czy nie, czy nam pasują, czy nie pasują, zdania w tej kwestii są kompletnie podzielone w Gdyni. Dlatego trzeba je oswoić i polubić skoro już są.

Nie wiem czy Wy też tak macie, ale ja jak sobie coś wbiję do głowy to nie mogę się tego pozbyć. Tak właśnie jest z Sea Towers w Gdyni i restauracją. Otóż, gdy jeszcze budynku nie było padło hasło, że to super pomysł, że na górze będzie miejsce na wspaniałą restaurację z przepięknym widokiem na spory kawałek okolicznego świata. To nic, że potem oczywiście wszystko odkręcono i doskonale wiem, że restauracji tam nie ma, jednak, gdy zobaczyłam zaproszenie do restauracji The Towers od razu wiedziałam, że jest wspaniała, na ostatnim piętrze i że super będzie zjeść w niej kolację patrząc na rozciągający się po horyzont nadmorski widok.

Jak pomyślałam, tak zrobiłam, do restauracji zaproszenie zakupiłam i bliską mi osobę zaprosiłam.

Oczywiście już po zakupieniu zaproszeń dotarło do mnie, że restauracja jest na dole. No dobrze, pomyślałam, w końcu i tak o tej porze roku o godzinie 19 jest ciemno!

W międzyczasie oczywiście się rozchorowałam i w dniu, na który został zamówiony stolik największą ochotę miałam na siedzenie pod kocykiem z kubkiem herbaty z cytryną, miodem i imbirem w ręku.

No, ale trzeba iść. Postanowiłam się tylko upewnić czy stolik jest aktualny, chwyciłam, więc za telefon znalazłam w Internecie numer do The Towers i upewniam się – jednak pani twierdzi, że rezerwacja jest, ale nie na dzisiaj, tylko za 3 dni. W pierwszej chwili ucieszyłam się nawet, ale potem dotarło do mnie, że w tym czasie nie ma mnie już w Gdyni, co pani powiedzieć nie omieszkałam, dodając, że z tego, co pamiętam to z pewnością było na dzisiaj i tu bardzo się zdziwiłam, ponieważ pani spytała mnie czy to jest taka dłuższa rezerwacja – trzydniowa, wiecie jak człowiek nie czuje się najlepiej to faktycznie zaczyna się zastanawiać, czy nie zamówił stolika na 3 dni i czy w ogóle coś takiego się praktykuje. Jednakże nie mam aż tak wysokiej gorączki i po chwili – eureka! Rozmawiam z recepcjonistką hotelu The Towers!

No dobrze szukam telefonu, tym razem uważniej, do The Towers, ale restauracji. W końcu wszystko jest już potwierdzone. Wyruszamy!

Piękna pogoda, prawdziwa zima, wszystko pokryte śniegiem, mróz, para bucha z ust, żal serce ściska, że akurat teraz zaatakowały mnie mikroby, ale co robić trzeba walczyć, tylko to małe odstępstwo, wyjście do restauracji, a potem hyc pod kocyk.

Otoczyłyśmy cały gigantyczny budynek, troszkę pomógł nam wiatr przy nabrzeżu rozpędzony do jakiś może 100 km na godzinę 😉 i dotarłyśmy. Maleńka restauracyjka, ale sympatyczna. Obsługa przemiła. A podane nam specjały smakowite. Wybrałyśmy na przystawkę kozi ser zapiekany we francuskim cieście na odrobinie konfitury z żurawiny, a na drugie danie łososia, czyli razem zestaw „kozłoś”, jak zdradził nam z uśmiechem na twarzy kelner, do tego białe wino i deser. Miła atmosfera, pośmiałyśmy się, porozmawiałyśmy i czyż nie było sympatycznie. Po prostu dobrze jest wyjść na chwilę z bliskimi, co jakiś czas z domu i pobyć w zupełnie innym miejscu, nawet jeśli nie jest to ostatnie piętro 141 metrowego budynku.

Na dole też było widać morze, zapewniam Was. Po wyjściu z restauracji usłyszałyśmy chlupotanie wody i kołyszące się statki tuż obok przy nabrzeżu. Kołysze się tu też statek – hotel, ale jak wygląda w środku nie mam pojęcia.

© ZDJĘCIE WŁASNE.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s