Był sobie w Gdyni dąb

W Gdyni na środku ulicy Portowej, w okolicy obecnych zabudowań ojców redemptorystów, rósł kiedyś dąb i tak mi strasznie smutno, że go nie ma.

Gdy budowano Gdynię dąb pozostawiono i postarano się, aby mu się nic nie stało. Dąb był prawdziwą ozdobą miasta. Dęby mają w sobie coś królewskiego, ale i plastycznego. Ich pięknie wykrojone liście, żołędzie w kapeluszach i niezwykle ukształtowane gałęzie zachwycają, zwłaszcza gdy mówimy o starym dębie, o takim z przeszłością, a ten podobno pamiętał 300 lat, chociaż jeśli wierzyć różnym legendom, to o wiele więcej.

Dlaczego dębu nie ma? Wersje są dwie, jedna mówi, że był tak stary i stał w tak niezdrowym dla siebie miejscu, że po prostu wysechł. Druga mówi, że żył dopóki nie zajęli Gdyni Niemcy w czasie II wojny światowej, którzy go po prostu wycięli. A ponieważ z dębu mieszkańcy Gdyni byli dumni i lubili go bardzo, to podobno są tacy, co przechowują jego resztki po dzień dzisiejszy.

Z dębem wiąże się wiele legend i przypowieści, jedne z nich opowiadają, kto pod dębem wypoczywał, a byli to między innymi król Jan III Sobieski i Napoleon Bonaparte. Podobno nawet w XIV w odpoczywał pod nim przyszły król Anglii Henryk IV Lancaster, który wraz z rycerzami jechał na Litwę wesprzeć zakon krzyżacki w walce z poganami.

Skąd się dąb wziął? Podobno zasadzony został na granicy pomiędzy powiatem wejherowskim, a wioską rybacką Gdynią, jako tej granicy znak. A może po prostu pozostał po lasach, na których powstała wioska rybacka Gdynia.

Przed wojną niedaleko dębu stała karczma Pod Starym Dębem, w której mogli się posilić między innymi mieszkańcy Witomina i Redłowa zmierzający w niedzielę do Kościoła w Oksywiu.

Podobno jeden z właścicieli karczmy zastanawiał się, czy by na dębie nie powiesić wyrzeźbionego w drewnie Świętego Jerzego walczącego ze smokiem, żeby ksiądz z oksywskiego kościoła zaprzestał utyskiwać na sprzedawaną w karczmie gorzałkę, Czy powiesił? Nie wiem.

karczma Pod dębem z ksiazki Gdynia Miasto z morza i marzen. S.Kitowski

Jak wieść niesie od dziesiątek lat na granicy Gdiny i Wzgórz Oksywskich mieściła się karczma o nazwie „Pod dębem”. Lubiono w niej spędzać czas i toczyć  przy gorzałce opowieści  „o świętym dębie na rozstajach dróg, przy których od niepamiętnych czasów stała karczma. Kiedy krajem rządził dobry książę Świętopełk, wielki rycerz w czarnej zbroicy, prowadził karczmę młynarz spod Świętej Góry. Wtedy kole dęba zaczęło płakać dziecię maleńki knap. On to nie mając jeszcze miesiąca zaczął modlić się i mówić by młynarz zaniósł go na górę. Tam to przez lata pobudował swoją checz i kaplicę pustelną.[i] Innym razem kole dębu znaleziono czarnego śpiącego rycerza. Był nim sam książę pan wielmożny Świętopełk. Tu padł mu ulubiony koń zwany Krukaczem. Syn młynarza dał księciu swojego bułanka, a sam pochował pod dębem książęcego ogiera. Odtąd karczemny dąb tak zdrowo i wysoko pnie się w górę.

– Przyńdą inne czasy – często mawiał Francek Lenzc – i nikt nie będzie się śmiał z gdińskich szadych klusków, z biedy. Wyrosną tu jeszcze wielkie sadyby, a szkuny nie pomieszczą się przy ujściu Kilonki, a dąb będzie twardo stał. On wszystkich przeżyje, bo on jest wieczny.”[ii]

Faktem jest, że czasy o których Francek wspominał przyszły, ale dąb tego nie doczekał.

Coś mi się widzi, że dąb z ulicy Portowej niekoniecznie znał czasy Świętopełka. Jednak jest jeszcze jeden dąb w nadleśnictwie gdańskim pomnik przyrody – o nazwie „Dąb Świętopełk” i może on to się do legendy zakradł. Chociaż gdy patrzę na jego zdjęcie, to odnoszę wrażenie, że w wieku jest naszego nieistniejącego już gdyńskiego dębu

(http://www.gdansk.lasy.gov.pl/rdlpgdansk/jednostki/cewice/edukacja/obiekty-turystyczne/pomnik-przyrody-dab-swietopelek/view). Tak czy inaczej więcej o wiekowych dębach okolicznych nie wiem.

Mogę jeszcze tylko dodać, że stał się inspiracją pewnie niejednego artysty, ja wiem o jednym i ośmielam się jego grafikę z lat młodzieńczych dołączyć.

Linoryt Adam Kurowski

Linoryt – „Zabytkowy dąb przy ulicy Portowej” – Adam Kurowski


[i] Może mowa tu o Świętej Górze w okolicach Chyloni i stojącej tam kaplicy św. Mikołaja?

[ii] Roman Ross – Legendy Gdyńskie, (1998r)

korzystałam również z artykułu: Mikołaja Wierzbickiego umieszczonego na:  http://historia.trojmiasto.pl/Dab-i-karczma-z-ulicy-Portowej-n46095.html

4 uwagi do wpisu “Był sobie w Gdyni dąb

  1. Wielki szacunek pani Anno , że odkrywa pani take bajeczne acz prawdziwe historie o naszej ukochanej Gdyni. Gdyby jeszcze udało się zidentyfikować odpowiedzialnych za unicestwienie tego dębu . Dzisiaj , jak chce się usunąć rosochatą sosnę z własnego ogródka . to trzeba mieć nie lada pozwolenia , albo zapłacić 6 ci cyfrową karę . No ale żyjemy w innych czasach . Bardziej oddaleni od Azji a zbliżeni do Europy .

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s