Idę się przejść, wracam za 600 km

ca1

Droga do Santiago kusiła mnie swoimi obietnicami przestrzeni, myśli płynącej w rytm kroków, obrazami mijanych miejsc od wielu lat, właściwie od chwili zetknięcia się z książką Coelho „Pielgrzym”, której nigdy nie skończyłam czytać, a która zaraziła mnie słowami droga do Santiago, może właśnie to wyobrażenie było tak silne, że straciłam zainteresowanie książką.

Droga do świątyni, bo piękne wydają mi się słowa, nawet nie wiem już czyje „co to za droga, która nie prowadzi do świątyni”, ta prowadzi, nawet dalej, na kraniec świata.

Więc nadeszła chwila, kiedy zdecydowałam się zrealizować marzenia, w towarzystwie najpiękniejszym z wymarzonych, w towarzystwie córki. Prezent na 18 urodziny, wspólnie podjęta decyzja, jak to później ktoś skwituje ze śmiechem, musiała się troszkę nachodzić na ten prezent. A i owszem, ale jakie to było chodzenie i dalej, coraz dalej drogą i bliżej, coraz bliżej do naszych serc.

Nie przeszłyśmy całej drogi, nawet nie miałyśmy takiego zamiaru. Mogłyśmy iść tylko miesiąc, a że chciałam dojść do Santiago i iść spokojnie, delektując się każdą chwilą, zdecydowałam, że wyruszymy z Burgos, a jak się da dojdziemy do Fisterry opłukać się w oceanie po trudach podróży. 600 km, niby niewiele, jednak przerażało mnie swoją długością, choć przecież codziennie gdzieś idziemy, choć przeszłam niejedne góry i niejeden szlak, obawiałam się tej odległości. Obawiałam się ze względu na siebie i na moją córkę. Nigdy przecież nie liczyłam ile mogę przejść i to z plecakiem na plecach, z całym dobytkiem, bo każdego dnia idzie się do przodu, każdego dnia nocuje w nowym miejscu, trochę jak w życiu idziemy ciągle do przodu zostawiamy coś, podejmujemy decyzje, mija dzień za dniem już nie wracamy do wczoraj chyba, że wspomnieniem. I jak w życiu tak i w drodze przejść człowiek może dużo…

Jako, ze wyruszałam w tę podróż z córką byłam przerażona jakbym jechała za granicę po raz pierwszy w życiu, bo przecież wszystko musiało być dopracowane, nie mogło niczego zabraknąć, musiało być bezpiecznie i pewnie. Pomagała mi w tym moja przyjaciółka Dorota „specjalista od logistyki”, tak bym ją nazwała, rzucasz hasło, miejsca, terminy, Dorota znajduje wszystkie możliwości i wybiera najlepsze. I w ten sposób z biletami do Barcelony, z Barcelony do Burgos i z Santiago do Barcelony, planami, noclegami w Barcelonie, wyruszamy w naszą podróż, nie naokoło świata, nie na K2, nie na Biegun Północny, po prostu z Burgos do Santiago wsłuchać się w drogę…

Już od pierwszych chwil, od spaceru po parku w Barcelonie Hiszpania zaoferowała nam niespodziankę, tango w altance, w Polsce to widok niespotykany, tutaj w powietrzu rozedrganym słońcem w cieniu drzew w małej altance w parku zobaczyłyśmy parę tańczącą tango, piękny widok i piękna muzyka. Choć dziwna to była para, on o głowę niższy, taniec pełen był namiętności, żaru i chłodu, kłótni i miłości. Z czasem zaczęło pojawiać się coraz więcej ludzi i więcej par, niezwykły sposób spędzania czasu, ech rozmarzyłyśmy się…ale my wyruszamy w drogę, Camino de Santiago, pora już iść!

ca2

3 uwagi do wpisu “Idę się przejść, wracam za 600 km

  1. Pingback: Subiektywny alfabet kobiety w podróży (D) | fabryka czasu ulotna

  2. Pingback: Subiektywny alfabet kobiety w podróży (E) | fabryka czasu ulotna

  3. Pingback: Sandomierz piękny Sandomierz | fabryka czasu ulotna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s