Nie martw się, że zgubiłeś, ciesz się, że znalazłeś

zg1

Idąc drogą do Santiago nigdy nie wiemy, co nam się przydarzy. Kogo spotkamy, kto zniknie, a kto nowy się pojawi.

Nam na przykład w alberdze w Corcubion zniknęły skarpetki, być może zjadł je kot, który siedział w krzakach za sznurem i oblizywał się z zadowoleniem. Tydzień później zaś odnalazły się w niej w drodze do Muxi nasze spodenki. Niestety zgubiła się droga do Muxi. W ogóle idąc tak dzień po dniu powoli gubią się różne części garderoby – po prostu każdego wieczoru po dojściu na miejsce, będąc jeszcze ledwie żywym pierwszą rzecz, jaką się robi to kąpiel, doglądnięcie najważniejszej części ciała – czyli stóp, a następnie pranie jednego z nielicznych zestawów stroju, które posiadamy na camino. Następnego dnia czasami po prostu zapomina się czegoś zabrać i tak nasz plecak robi się coraz lżejszy, z którego to powodu, szczerze powiedziawszy można się tylko cieszyć.

zg4

Do Corcubion trafiłyśmy właściwie przez przypadek, ponieważ chciałyśmy nocować w miasteczku Cee, nad zatoką oceanu, ale po dotarciu tam poczułyśmy, że zupełnie do tego miejsca pełnego turystów nie pasujemy. Wyruszyłyśmy, więc przez las do porzuconej gdzieś na uboczu albergi w Corcubion.

Corcubion jest albergą ostatnią przed Fisterrą, najzwyklejszą ze zwykłych, która nie zapowiada niczego niezwykłego, a jednak było w niej wspaniale.

camino 2

Okazało się na miejscu, że jest to jedna z tych alberg, w których przygotowuje się wspólnie posiłek, a przygotowywanie wspólnie posiłku w alberdze jest bardzo miłym zajęciem, pełnym międzynarodowych rozmów i śmiechów. Kulminacyjny zaś moment, czyli wspólne biesiadowanie jest po prostu smakowite. Po przejściu 20 km wszystko smakuje ze wzmożoną siłą, a widok uśmiechniętych twarzy wędrowców jest przyjemnością samą w sobie.

W Corcubion dodatkowo wydarzyło się coś nietypowego, była to ostatnia noc hostelierów prowadzących albergę, którzy przenosili się w inne miejsce – z tego też powodu postanowili pożegnać swoich gości w sposób dość nietypowy. Po obiedzie przygotowali dla nas niezwykły likier galicyjski Queimadę. Dzięki temu naocznie przekonałam się, do czego służą piękne gliniane misy z pokrywą, łyżką wazową i wiszącymi w koło glinianym kubeczkami.

Q

Queimadę przygotowuje się w nietypowy sposób, ponieważ podpala się ją i miesza zapaloną przez prawie pół godziny, następnie gasi pokrywą, wlewa do glinianych kubeczków i pije z wielkim smakiem. Robi się ją z wódki z winogron, ziaren kawy, cukru brązowego, cynamonu i skórki z cytryny. To wszystko w trakcie płonięcia przechodzi smakami, gęstnieje i traci procenty.

zg3

Nam dodatkowo w trakcie tej ceremonii grał na kobzie, czy dudach jeden z hostelierów tradycyjne pieśni galicyjskie, które bardzo przypominają muzykę szkocką – to pozostałość po Celtach.

Zapach tego napoju jest piękny, a atmosfera w trakcie przygotowywania w sumie podniosła. Jako, że pielgrzymów była spora gromadka każdy dostał po dwa łyczki gorącego płynu i zgodnie orzekliśmy, że Queimada jest pyszna.

Po wspólnych chwilach spędzonych przy stole poszliśmy grzecznie o godzinie 22 do naszych piętrowych łóżek spać, bo przecież wyruszaliśmy skoro świt w następne miejsce, tym razem nad sam ocean, spłukać z siebie symbolicznie, pył z wielu dni wędrówki.

zg2

Jedna uwaga do wpisu “Nie martw się, że zgubiłeś, ciesz się, że znalazłeś

  1. Pingback: Cee miasteczko nad oceanem i gościnna alberga w Corcubion | fabryka czasu ulotna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s