Wyruszamy nad ocean

Wychodzimy z Santiago o świcie i radośnie kierujemy się nad ocean, w którym według starej tradycji opłuczemy swoje zmęczone i zakurzone wędrówką ciała.

Z Santiago przepięknie wychodzi się w kierunku Fisterry, najpierw uliczkami o tej porze pustymi, rozświetlonymi nisko jeszcze wiszącym słońcem, potem coraz węższymi dróżkami, które wspinają się do lasu eukaliptusowego.

DSC04365

Długo odprowadzał nas widok wieży z katedry w Santiago w zamglonym porannym powietrzu. Niezwykle piękny widok.

dsc04366

dsc04374

Zamierzamy przejść 28 kilometrów, dzień wstaje coraz gorętszy, na szczęście po 17 kilometrze wchodzimy do pięknego małego miasteczka Aqupesada ze średniowiecznym mostem przerzuconym nad rzeką, która w tym miejscu ma niezwykłej urody progi i niewielki wodospad. Zatrzymałyśmy się na krótki wypoczynek na kamiennej wysepce przyglądając się wodnym roślinom rozciągniętym przez nurt wody jak długie zielone warkocze z małymi białymi kwiatkami na końcach.

W tych okolicznościach przyrody nasz wypoczynek małe, co nieco się przeciągnął i w ten sposób w Negreiro wylądowałyśmy dopiero o 18 i oznajmiono nam, że alberga municypalna jest już pełna.

O nie! Pomyślałam, że jednak pójdziemy się spytać na miejscu. Tam trafiłyśmy akurat na kolację i siedzący przy stole wielki Kanadyjczyk powiedział nam spokojnym głosem „ jest podłoga, jest łazienka, prysznic, kuchnia, czego chcieć więcej?! Dodam tylko, że nie jestem hostelierem” i radośnie się wszyscy roześmiali zapraszając nas do stołu. I tak to udało nam się nie wędrować następnych 10 km na tak zwanych ostatnich nogach…, bo tak daleko byłaby następna alberga.

Następnego dnia wyruszyłyśmy już o 5 rano, było jeszcze ciemno i szczerze powiem, że gdyby nie fakt, ze przed nami zobaczyłyśmy światełka latarek, które czym prędzej dogoniłyśmy, raczej nigdzie byśmy nie doszły, ponieważ droga prowadziła przez las, w którym kompletnie nic nie było widać.

dsc04404

dsc04405

Tym razem przeszłyśmy kilkanaście kilometrów i zatrzymałyśmy się w alberdze prowizorycznie utworzonej w starej szkole. Moja córka Basia padła i spała chyba z 5 godzin, a ja tymczasem udałam się na pobliską górkę na przemyślenia i relaks z widokiem na drogę.

dsc04407

ZDJĘCIA WŁASNE ©

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s