Imlil i przełęcz Tizi n’Test

Jedziemy na południe przez przełęcz Tizi n’Test. Po drodze zatrzymujemy się w Asni na posiłek, w barze ulicznym. Jedzenie  bardzo smaczne. Po zjedzeniu tadżina zaglądam z ciekawością za bramę mediny.

dsc01545 dsc01546

Decydujemy się na nocleg w maleńkiej górskiej miejscowości Imlil, przy której wąskich uliczkach wspinających się w górę lub schodzących w dół mieści się mnóstwo sklepików i warsztatów. W sklepach sprzęt wysokogórski, często używany, bo to stąd wyrusza się na Toubkal ponad 4 tysięczny, najwyższy szczyt gór Atlasu.

Dosyć szybko się ściemnia i naszym oczom ukazuje się niebo pełne połyskujących gwiazd. Niestety jedyne, co potrafimy na nim odnaleźć to droga mleczna. Nagle zaczyna się nawoływanie Imama do modlitwy. Nawoływania z różnych miejsc zlewają się w jedno i odbijając od gór stają się bardzo głośne. Robi to wrażenie.

Schodzimy z tarasu naszego urokliwego hostelu na kolację. Przyjemnie nagrzana jadalnia z okrągłym stołem, na którym pojawia się marokański okrągły chleb, oliwa, dżem, omlety i oczywiście aromatyczna herbata. Po biesiadzie i rozmowach idziemy spać.

W pokojach zimno, że trudno wystawić nos spod grubych wełnianych koców, a na dodatek berberski host zamyka wszystkim drzwi do pokojów i nici z ciepłego powietrza salonu.
Następnego dnia przed wyjazdem wjeżdżamy do doliny, z której idzie się na Toubkal. Część z nas miała wielką ochotę wspiąć się, chociaż do schroniska, ale summa summarum zdecydowaliśmy się jechać nad ocean.

Piękne miejsce i piękne widoki. Przy drodze stoi malusiunieńki i prosty meczet nawet bez wieżyczki. Dzieci właśnie wyruszają do szkoły kamienistymi ścieżkami, a my jedziemy dalej na południe znaleźć trochę ciepła.

dsc01594

dsc01593

Początkowo mijamy małe wioseczki i przemieszczamy się wzdłuż rzeki, która z czasem zamienia się w malowniczy zalew. Dalej krajobraz robi się coraz bardziej surowy.
Niesamowita droga wznosząca się zakolami po zboczach gór czasami bardzo wąska, mrożąca krew w żyłach. Góry Atlasu wielkie i przestronne rozciągają się po horyzont. Daleko w dole płynie rzeka raz wąziutka głęboko pośród skał dalej rozlewa się szeroko i płynie częściowo wyschniętym korytem. Od czasu do czasu pojawiają się pojedyncze domostwa z ułożonymi na tarasach poletkami wyrwanymi skałom. Co jakiś czas pojawiają się maleńkie wioseczki z meczetami.

W jednej z nich zatrzymujemy się na ostrą herbatę pełną ziół i lepką od cukru. Berber, właściciel maleńkiej kawiarenki z kawą, herbatą i zupą pokazuje nam swoje domostwo – maleńki pokoik ze stołem i krzesłami i sypialenkę z materacami i stolikiem. Ciężkie i proste życie.

Żegnamy się, wysyłamy mu zdjęcia na mail i jedziemy dalej wysoko, wysoko na samą przełęcz gdzie okazuje się, że znaleźliśmy się nad chmurami.

dsc01724

dsc01721

Zastanawiamy się jaki wybrać pojazd.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Po czym mkniemy dalej ku ciepłemu powietrzu południa Maroka na klify w okolicach Sidi Ifni.

ZDJĘCIA WŁASNE ©

2 uwagi do wpisu “Imlil i przełęcz Tizi n’Test

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s