Jak daleko jest z Porto do Gai?

Porto to przepiękne portugalskie miasto. Wszyscy kojarzą je oczywiście z porto – winem zaliczanym do najszlachetniejszych i najlepszych win na świecie. Winem, które alkoholizuje się destylatem winnym, aby zatrzymać naturalną słodycz młodego wina i proces jego fermentacji, potem leżakuje się je w drewnianych beczkach. Jest to popularna pomyłka, bo miejscem wytwarzania porto, nie jest wcale Porto, ale miasto Gaia –  Vila Nova de Gaia, nie jest to może duża pomyłka, bo miasta leżą naprzeciwko siebie nad rzeką Douro, niedaleko oceanu atlantyckiego, którym porto transportowane było do innych krajów w tym oczywiście do Wielkiej Brytanii, bo to właśnie oni są twórcami tego trunku i dlatego nazwy porto są tak mało portugalskie.

porto

Ale wróćmy do Gai i Porto, te dwa miasta leżą po przeciwnych brzegach rzeki, a łączy je najpiękniejszy chyba ze znanych mi mostów – Ponte de Luis I, dzieło Gustawa Eiffel’a. Most jest metalowy łączy ze sobą dwa brzegi rzeki i dwa miasta leżące na wzniesieniach, dlatego też mostem można przejść na dwa różne poziomy, by nie tracić wysokości, nad brzeg rzeki i na górną część miasta wspinającego się po wzgórzu.most

Toteż możemy siedzieć na nabrzeżu Porto w dzielnicy Ribeira i patrzeć przy filiżance espresso na Gaię lub przejść się na drugi brzeg, przy którym stoją piękne łodzie do transportu porto i podziwiać Porto, a jest to przepiękny widok.

widok p

Sami widzicie, że miasta są bardzo blisko siebie i przejście z centrum jednego do nabrzeża drugiego, gdzie mieszczą się piwnice z leżakującym w nich porto, nie jest wyczynem nawet dla staruszki, a jednak…

Czasami prosta droga może okazać się bardzo kręta.

Otóż to! Dochodzę do ważnego momentu, momentu alkoholizowania turysty i zatrzymania jego naturalnej słodyczy. Okazuje się, bowiem, że są w zaułkach miasta, niezwykłe miejsca, potocznie zwane barem, pubem, czy nawet kawiarnią, o których wiedzą tylko wtajemniczeni, a tacy wśród nas byli, a w których po wypowiedzeniu hasła i przecież nie mogę go zdradzić, więc uznajmy, że brzmi „kalapanti” dostaniemy likier pędzony jak to my Polacy wiemy, przy świetle księżyca. Nie jest to napój ludzi północy, więc ilość zgromadzonych w nim procentów znacznie odbiega od 40, ale w tej temperaturze i tych okolicznościach niezwykłego podniecenia i powtarzanej czynności, turysta może wpaść w naprawdę doskonały nastrój. Chodzi radośnie po krętych uliczkach, zagląda do małych sklepików i ochoczo otwiera portfel kupując mniejsze i większe rzeczy, bo przecież fajnie jest. Turysta zapomina zupełnie gdzie szedł, bo wszystko, co go otacza jest nieznane i piękne, więc cieszy się tym, co widzi, aż do momentu, gdy nie poczuje głodu ssącego żołądek. Wtedy natomiast zaczyna zaciągać mocno powietrze w nozdrza w poszukiwaniu miejsca z dobrym jadłem, a takie miejsce nie może być turystyczne, miejsce z dobrym jadłem wypełnione być powinno w przeważającej większości autochtonami, bo przecież oni dobrze wiedzą, co i gdzie jeść.

Oczywiście w Portugalii Portugalczycy jedzą lunch mniej więcej między 12-14, potem obiadowe jedzenie wydawane jest już tylko w restauracjach przeznaczonych dla zgłodniałych i zbłąkanych turystów dlatego należy zmieścić się w tych właśnie widełkach godzinowych.

My docieramy do ładnej restauracyjki na zboczu góry i zamawiany tym razem potrawy mięsne, oczywiście z winem, bo wino pije się tutaj do obiadu zawsze. Jednakże w tym wypadku, następuje podtrzymanie stanu upojenia, zwłaszcza od momentu, gdy kelner, a zarazem właściciel lokalu niosąc karafkę z zatopioną w niej drewnianą, małą drabiną zasłuchany w nasz śpiewny język pyta „Russian?” Nieświadomy do końca tego, co robi, pod wpływem impulsu po prostu, turysta odpowiada pytaniem na pytanie „Kalapanti?” I oto już na stole stoi poczęstunek od serca, w postaci kieliszków napełnionych ”nalewką z drabiny”.

No i cóż mogę powiedzieć, pojadło się popiło i wyrusza się w dalszą drogę zafascynowanym krętymi uliczkami, słońcem przeświecającym zza budynków, praniem rozwieszonym prawie pod każdym oknem furkoczącym na wietrze, zaułkami, bramami. Taki spacer po mieście, bez przewodnika, bez mapy, to po prostu cudowna „łazęga” od miejsca do miejsca.

pranie

I po dojściu do Ribeiry turysta zauważa, że godzina zrobiła się na tyle późna, że pójście do piwnic Gai mija się z celem, zwłaszcza, że ten dzień zamiast na degustację porto, przeznaczony został na degustację tajemnych portugalskich trunków „kalapanti”.

Nie pozostaje, więc nic innego jak wybrać sobie jakiś stolik w jednej z wielu kawiarenek nad brzegiem rzeki Douro i napić się kolejnego tym razem wieczornego espresso, patrząc z przyjemnością na przeciwległy brzeg rzeki, na miasto Gaię i wsłuchując się w gwar ludzi, grę ulicznych muzyków, patrząc poprzez stragany z pamiątkami, na sprzedawców kasztanów stojących za dymiącymi piecykami i połyskującą wodę rzeki, na tak bliskie, a czasami nieosiągalne miejsce, w którym znajdują się piwnice z porto, pomyśleć z uśmiechem na twarzy: „ale przecież to prawie jak muzeum, a my dzisiaj po muzeach nie chodzimy…”

ZDJĘCIA WŁASNE ©

5 uwag do wpisu “Jak daleko jest z Porto do Gai?

  1. Pingback: Ponte de D. Luis – most nad rzeką Duoro | fabryka czasu ulotna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s