Plażowanie w Atenach i druga rocznica bloga

I oto nadeszły drugie urodziny bloga. Takie małe internetowe dziecko, dzieki któremu spotkałam wirtualnie blogerów i czuję się jakby mój świat powiększył się o nich wszystkich oraz ich ciekawe opowieści.

Innymi słowy cieszę się że blog powstał te dwa lata temu, gdyż sprawia mi nieustającą przyjemność, a mam nadzieje że i wam od czasu do czasu też.

Tymczasem siedzę na plaży greckiej pokrytej białymi kamykami w  jednej z zatoczek ateńskiego wybrzeża i myślę, że fajnie mają dziadkowie i babcie greccy. Bo jest to właśnie taka pora, gdy wszyscy młodzi sa w pracy, a emeryci na wolności. I tak oto mam obok postawione przez miasto dwa wielkie baldachimy, a pod nimi zgromadzone kobiety niektóre z wnukami, ale większość bez. Siedzą sobie w cieniu i gawędzą, a czas płynie. Gdy robi sie za ciepło chłodzą się w wodzie, dlugo i w pełnym relaksie.I tak to z wody wystaje mnóstwo rozmawiających głów, a to w kapeluszach, a to w czapkach czy czepkach. Powoli poruszając nogami i rękami unoszą się na wodzie jak w dziwnym klubie.

W wodzie pływają i panie i panowie.

Na lądzie panowie udają się pod drzewa gdzie ustawione są stoły, aby przy grach rozprawiać o męskich sprawach. Tam raczej kobiet nie ma. Tak to juz jakos jest w tej Grecji, że kobiety i mężczyźni, zwłaszcza starszej daty spędzają czas osobno. Mężczyźni przy piwie, kawie i grach.

Kobiety w domu, przy porządkach lub przed domami na ławeczkach.

Tutaj na plaży pod baldachimem siedzą niemalże się dotykając – nikt nie ma pretensji, wszyscy są pełni zrozumienia – przecież na zewnątrz pali słońce. Gdy przychodzi nowa kobieta, wita wszystkich radosnym „Kalimera” i przyłącza się do rozmowy.

Zasiadam wśród babć i ich wnukow i wsłuchuję się w nic nie znaczące dla mnie słowa, których melodia jest jednak przyjemna dla ucha. A może one mówią – patrzcie no nie ma tutaj miejscach, a się taka wepchnęła. Uśmiecham się spode łba i myślę, że na pewno tego nie mówią.

Idę do wody, która jest chlodniejsza od mojego rozgrzanego ciała o jakies pięć stopni chyba! Dlatego też w wodzie siedzę juz jak prawdziwa emerytka – wystaje mi tylko głowa i unosi sie wraz z falami, a to w górę, a to w dół. Nawet nie odczuwam potrzeby pływania, unoszenie się w zupełności mnie uszczęśliwia. Stopami właściwie nie dotykam dna, bo prawie od razu robi się głęboko.

I tak to zostałam jedną z kołyszących się na wodzie głów.

at 3

 

Tuz nad woda jest normalne powietrze, którym daje sie oddychac z przyjemnoscia, schłodzone i pachnące Morzem Egejskim, a właściwie Zatoką Saloniko. Przejrzysta woda pokazuje czasami przeplywajace rybki, w oddali nagle wyskakuje cala ławica maleńkich rybek, które są wielkości naszych szprotek i które niedawno zjadłam usmazone na chrupiąco i aż mi teraz trochę głupio, ale pocieszam się, że gdyby przypadkiem przepływał tędy rekin, też by mnie schrupał z mniejszym lub większym smakiem.

Wychodzę pomarszczona na brzeg i kończę czytać Czerwoną Królową, moją nową książkę w podróży, która wciągnęła mnie doszczętnie intrygami z czasów Wojny Dwóch Róż z XV wiecznej Anglii.

at5

 

Powoli zaczynam się żegnać z plażą, wodą i plazowiczami i wyruszam w gorące powietrze Aten, które zaczynaja sie właściwie za moimi plecami, gdyż tutaj miasto wchodzi do wody. Nie ma tutaj w Atenach plaż odzielonych od ulic zielenią lasów jak na polskim wybrzeżu.

Antio thalasa.

15 uwag do wpisu “Plażowanie w Atenach i druga rocznica bloga

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s