Przygoda z kuchnią wietnamską i nie tylko

DSC00684DSC00694DSC00799

Zacznę od tego, że jedzenie w Wietnamie jest pyszne! Owoce egzotyczne. Kawa aromatyczna.

Jako, że najdłużej relaksowaliśmy się w Hoi An to chyba najwięcej wspomnień będzie z tego miejsca.

Jeśli chodzi o kawę to najwspanialszą piliśmy w Hoi An w wypatrzonej z roweru restauracji, w której jedzenie też jest godne polecenia. Co do kawy podana była w postaci esencji i wrzątku, smak i aromat niebiański. Kawa wietnamska ma lekki aromat kokosu.

Pięknie zaś podana i także smaczna była kawa w kawiarence w centrum starego miasteczka Hoi An, która obsługiwana jest przez głuchonieme kelnerki. Kawiarnia to strefa ciszy unoszącej się w powietrzu i chociaż dochodzi do stolika gwar ulicy, wrażenie jest niesamowite, miałam aż przyjemne dreszcze.

DSC01378DSC01375

Nasza ulubiona „restauracja” mieściła się na skrzyżowaniu ulic, gdzie o 14 pani rozkładała swój przewoźny interes i rozpoczynała produkcję niebiańskiego dania – koszyczków ryżowych z sadzonym jajeczkiem przepiórczym w środku, wszystko podane na liściach zielonych sałat i ziół z dodatkiem kiszonej na ostro marchewki. Matko! Nic mi nie przeszkadzało w konsumpcji, nawet maleńkie krzesełko dla krasnoludków, a mam ci ja 176 wzrostu!

skrzyżDSC01569DSC01326

Z owoców utkwiły mi w pamięci te niespotykane w Polsce jak rambutan przypominający dostępne u nas liczi tylko, że niezwykle kosmaty, jak zwinięty mały jeżyk.

Wielki, chyba największy owoc świata przypominający jajo dinozaura tzw. Jackfruit w którego wnętrzu znajdują się owoce podobne do ziaren kukurydzy tyle, że wielkości pięści!  (podobny do mniejszych owoców o nazwie durian, o zapachu budyniu rybnego i pokrytego kolcami, na które, na szczęście się nie natknęłam, a o których dowiedziałam się od czytelnika (M.G.), za którego pomoc przy rozstrzyganiu nazwy owocu dziękuję 🙂 )

No i oczywiście marakuja, maleńka kulka z cudownym aromatycznym miąższem wyjadanym łyżeczką z odrobiną cukru – błogość.

Śmieszne małe bananki sprzedawane w kiściach, też całkiem smakowite i trochę inne niż te nam znane.

Piękne po przecięciu owoce dragona z białym lub malinowym miąższem w czarne kropki maleńkich pesteczek.

I zbyt późno odkryty przedziwny owoc przypominający zielony granat ręczny  o nazwie cherymoja lub flaszowiec. Skórka odpada w kawałkach, a w środku czeka nas przepyszny biały miąższ o nieco dusznym smaku z garścią ciemnych błyszczących nasion nadających się idealnie do dużej grzechotki.

DSC00395DSC01318DSC01393

Drag 3

z: wikipedia

jackfruit 2

jackfriut z: pixshark.com

Można powiedzieć, że Wietnam to jedna wielka restauracja, je się tutaj wszędzie, na każdej ulicy, krawężniku, w zaułku nad rzeką i z łodzi oraz na łodzi. Na początku byłam troszkę zaszokowana, nie rozumiałam, co się dzieje, dlaczego na krawężniku przy pełnej pędzących samochodów ulicy stoi malutki grill???!!!

DSC01048

Czy strach próbować? Nie wiem, ja jadłam!

Czasami miałam wątpliwości, ale kto ich nie ma 😉 Problemów żołądkowych nie miałam, więc zapraszam na ulice Wietnamu.

Oczywiście trzeba zjeść sajgonki – przepis w osobnym poście.

Należy spróbować białych bułeczek podgrzewanych na parze nadziewanych mięsem i jarzynami.

DSC01291

Wszystkie dania z ryżem. Owoce morza i ryby, jeśli lubicie. Zupy również godne polecenia. Najdziwniej podana ryba czeka na Was w delcie Mekongu!!!!

DSC00547

Ale zabiły mnie potrawy zamknięte w liściach bananowca jak w pięknych zielonych pudełeczkach, dostajecie odwijacie, a tam na przykład glut ryżowy z krewetką, lub rozdrobnionym mięsem, lub dziwne coś, hm.

DSC01565DSC01762

W liściu bananowca dostałam nawet ciastko. Wyglądało ślicznie, po rozwinięciu napotkałam znany mi żelek ryżowy, a w nim ugotowany kasztan z grubymi wiórkami kokosa – bardzo ciekawe doznanie kulinarne.

DSC01768DSC01770

No i Wonton – czyli inaczej pierożek chiński. Skąd w Wietnamie? Jako, że Wietnam leżał na szlaku handlowym mieszkało w nim sporo Chińczyków i Japończyków, w szczególności w pięknym miasteczku Hoi An.

Wontony poznałam dwa – białe maleńkie pierożki wyglądające jak sukieneczki wróżek, lub maleńkie paczuszki. I pieczone – rozłożyste i chrupiące ciasto w smaku troszkę podobne do faworka bez cukru, mieszczące w swym wnętrzu kawałeczek mięsa i podane z delikatnie podsmażonymi pomidorami i papryką – doznanie cudowne.

DSC01346

Poszukujcie też zielonych ciastek z kremem herbacianym. I w ogóle się rozglądajcie! A w tak zwanym międzyczasie wypijajcie hektolitry napojów z owoców egzotycznych popularnie nazywanych smoothie lub shake i mleko kokosowe prosto z kokosa. Mniam!

Tylko na alkohol nie miałam ochoty 😉

DSC00576

DSC01869

tutaj podają kawę marzeń

DSC01390

na ulicach ciągle gwarno

© ZDJĘCIA WŁASNE

3 uwagi do wpisu “Przygoda z kuchnią wietnamską i nie tylko

  1. Pingback: Subiektywny alfabet kobiety w podróży (J) | fabryka czasu ulotna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s